Skuter – najlepszy środek transportu w mieście

Skuter. Nie tak męski, jak motocykl. Nie ma dachu, jak samochód. A przy tym jest wolny i hałasuje – a tak przynajmniej myśli o nim większość. Jeżdżę na skuterze po Warszawie już blisko dziesięć lat i z pełną świadomością stwierdzam: to najszybszy i najtańszy środek transportu w mieście. Zachęcam Cię do przesiadki na skuter, nawet na próbę. Jestem niemal pewien, że jak już spróbujesz, najprawdopodobniej zostaniesz ze skuterem na dłużej. 

Skuterem najszybciej dojedziesz w mieście do celu. Nie stoisz w korkach, bo możesz jechać między samochodami (zgodnie z przepisami, o czym za chwilę!). 10 km przez miasto przejedziesz średnio w 15 minut, niezależnie od pory dnia – mogą to być nawet godziny szczytu, ósma rano albo siedemnasta.

Parkujesz w centrum miasta za darmo – w zdecydowanej większości miejscowości w Polsce (wyjątkiem jest Gdynia) parkowanie jednośladów (motocykli i skuterów) jest bezpłatne. Nie musisz szukać miejsca do parkowania – wystarczy tylko kawałek chodnika (pamiętaj tylko, by nie utrudniać ruchu pieszym, a w szczególności niepełnosprawnym i matkom z dziećmi w wózkach).

Skutery są niezwykle tanie w eksploatacji – nowoczesne modele spalają nawet poniżej 2 litrów paliwa na 100 km, czyli przejechanie 100 km to koszt raptem 10 złotych. Ale można też kupić skuter elektryczny, który 100 km przejedzie za połowę tej kwoty. Roczne ubezpieczenie OC za skuter to 60-80 złotych (zakładając, że masz prawo jazdy od jakiegoś czasu i przysługują Ci zniżki). 

Skuter Honda PCX 125 spala w mieście 1,9 litra benzyny na 100 km

Aby jeździć skuterem, nie musisz mieć motocyklowego prawa jazdy (kategorii A). Wystarczy Ci zwykłe prawko na samochód (kategoria B), by poruszać się najbardziej optymalnym do miasta skuterem z silnikiem o pojemności 125 cm3 (jest zrywny i rozpędza się nawet do ponad 100 km/h). A jeśli nie masz prawa jazdy w ogóle, też możesz jeździć skuterem – tylko mniejszym, z silnikiem 49 cm3, którego prędkość maksymalna jest ograniczona fabrycznie do 45 km/h (limiter można za kilkadziesiąt złotych zdjąć i wtedy taki skuter rozpędza się przynajmniej do 60 km/h, ale jest to nielegalne – w razie wypadku można mieć duże problemy). Jedyny warunek to ukończone 18 lat – podczas kontroli policji musisz się wylegitymować dowodem osobistym. OC takiego małego skutera jest jeszcze tańsze – ja płacę za swój skuter 49 cm3 (mam trzy skutery) 40 złotych rocznie.

Jazda na skuterze jest niezwykle prosta. Każdy skuter ma automatyczną (a konkretnie: bezstopniową) skrzynię biegów, więc obsługujesz go tylko odkręcając manetkę, by przyspieszać, a hamujesz jak na rowerze – naciskając dwie klamki hamulców na kierownicy. Ot, cała filozofia. Nie musisz zmieniać biegów, jak w przypadku motocykla, i pamiętać o tym, że tylny hamulec obsługujesz pedałem pod prawą stopą (tak jest w przypadku motocykli). 

Praktycznie wszystkie skutery mają pod siedziskiem schowek, w którym zmieścisz torbę lub plecak – nie musisz ich wozić na ramieniu. A jak dojedziesz na przykład do pracy albo na spotkanie, kask chowasz właśnie w tym schowku. Więc gdy wejdziesz do biura, nikt nawet nie zorientuje się, że poruszasz się skuterem.

Niektóre skutery mają tak pojemne schowki, że mieszczą się w nich dwa kaski i wciąż jest miejsce na torbę lub plecak! (na zdjęciu: Yamaha Xmax 400)

Jazda na skuterze jest też wbrew pozorom relatywnie bezpieczna, o ile przestrzegasz kilku prostych reguł, o których napiszę szerzej w dalszej części tego tekstu. Wbrew obiegowej opinii, kierowcy samochodów są w zdecydowanej większości uprzejmi i wyrozumiali wobec skuterzystów (i motocyklistów). Do rzadkości zaliczają się sytuacje, gdy ktoś złośliwie zajedzie Ci drogę. Praktycznie cały czas kierowcy aut będą Cię przepuszczać i robić Ci miejsce, gdy jedziesz między samochodami w korku. Podziękuj im za to gestem dłoni lub kiwnięciem głową.

Jeśli choć trochę Cię zaintrygowałem i zachęciłem do tego, by przyjrzeć się skuterowi nieco bliżej, zapraszam Cię do lektury dalszej części tego tekstu. Uwaga, będzie długi, ale wyjaśni wszystkie Twoje wątpliwości.

Czemu skuter?

Opowiem Ci krótką historię, jak pojawiła się u mnie pasja do skuterów. Gdy byłem nastoletnim chłopakiem, marzyłem o motocyklu. Oczywiście moja mama nie zgodziła się na zakup: “Wybij sobie motocykl z głowy! Zabijesz się!”. Gdy wyprowadziłem się z domu i zamieszkałem z dziewczyną, nadal “chodził” za mną motocykl. “Ani myśl! Tylko się zabijesz!” – usłyszałem.

Na skutery nawet nie zwracałem wtedy uwagi. Pokraczne, z małymi kółkami, zupełnie niemęskie. Myślałem wtedy, że to byłby wstyd na takim jeździć.

Ale zmieniłem zdanie podczas jednego z moich służbowych wyjazdów na Tajwan. W tym 20-milionowym kraju jest aż 10 milionów skuterów! W stolicy Tajwanu, Tajpej, skuterów jest wprost zatrzęsienie. I właśnie tam kolega zabrał mnie na przejażdżkę skuterem po mieście. Mijaliśmy stojące w korku samochody, parkowaliśmy tuż przed barem, żeby coś szybko przekąsić, po czym wskakiwaliśmy na nasz skuter i jechaliśmy w kolejne miejsce. Zwinność, z jaką przemieszczaliśmy się po mieście, czas, po jakim docieraliśmy na miejsce i łatwość parkowania skutera niesamowicie mi wtedy zaimponowały. Przestałem zwracać uwagi na małe kółka, a zacząłem doceniać walory praktyczne.

W Tajpej jest mnóstwo skuterów, ale takie widoki na szczęście należą do rzadkości 😉 (foto: Reuters/Nicky Loh)

Po powrocie do domu oznajmiłem narzeczonej: “Kupuję skuter!”. “Ale zabijesz się!”. “To kupię taki najprostszy, ze słabym silnikiem 49 cm3, jedzie najwyżej 45 km/h – tyle co rower”. I dostałem zgodę.

To wtedy kupiłem swój pierwszy skuter – model Zipp Quantum R. Zipp to polska marka, ale skuter tak naprawdę jest chiński. Zipp twierdzi jednak, że zaprojektował jego wygląd – czyli zadbał o wygląd plastików. Ale rama, silnik, wszystkie elementy mechaniczne i elektroniczne – to już wytwór Chińczyków i takie same silniki montowane są w 90% chińskich skuterów tej klasy.

Mój pierwszy skuter – Zipp Quantum R. Aby jeździć na takim skuterze, nie trzeba mieć prawa jazdy – wystarczy być pełnoletnim!

Skuter faktycznie jest dość wolny i słabo przyspiesza. Ma dwusuwowy silnik (często oznacza się taki silnik skrótem 2T), więc hałasuje, kopci i śmierdzi spalinami. I wymaga dolewania oleju do specjalnego zbiornika umieszczonego koło baku paliwa.

Dziś już takiego skutera nie kupisz – ze względu na normy emisji spalin skutery 2T zostały wycofane ze sprzedaży. Kupić można jedynie takie z silnikami czterosuwowymi (4T). Są znacznie cichsze i nie kopcą tak jak dwusuwy.

Na moim pierwszym skuterze szybko nauczyłem się jeździć między samochodami i okazało się, że dosłownie za każdym razem dojeżdżam w wybrane miejsce w czasie, który jestem w stanie precyzyjnie określić. To jakieś 1,7 minuty na każdy przejechany kilometr. Trasę 20 km pokonywałem średnio w 35 minut, plus minus 2-3 minuty.

W końcu mogłem precyzyjnie zaplanować sobie czas na dojazd na spotkanie bez obaw, że utknę w korku albo będę miał problem z zaparkowaniem. Skuter zawsze stawiałem na chodniku w odległości najwyżej kilkunastu metrów od wejścia do budynku, w którym miałem spotkanie. Nie musiałem szukać parkomatu ani płacić za parkowanie smartfonem, bo skutery i motocykle parkować można w Warszawie (i innych polskich miastach) za darmo.

Błyskawicznie przyzwyczaiłem się do jazdy na skuterze do tego stopnia, że w większości sytuacji, gdy musiałem gdzieś jechać sam, nie korzystałem w ogóle z samochodu. Do auta przesiadałem się jedynie wtedy, gdy musiałem pojechać gdzieś z dziećmi, albo gdy padał deszcz. A jak się okazuje, deszcz wcale tak często w Polsce nie pada i przez większość czasu jest po prostu sucho i można jeździć na skuterze. Co więcej – w wyniku zmian klimatu sezon skuterowy trwa obecnie praktycznie cały rok, co pokazuje chociażby zima 2019/2020 (mieliśmy tylko jeden śnieżny dzień – środę, 29 stycznia).

Szybko poczułem jednak potrzebę zmiany skutera na nieco szybszy, z silnikiem 125 cm3. W 2013 roku zrobiłem nawet motocyklowe prawo jazdy kategorii A, wtedy jeszcze wymagane, by poruszać się takim skuterem. Dziś już takie prawko nie jest potrzebne, bo w 2014 zmieniły się przepisy. Wystarczy już prawo jazdy na samochód (kat. B), by móc legalnie jeździć skuterami i motocyklami z silnikami o pojemności do 125 cm3. 

W 2013 dostałem od mojej siostry chiński skuter 125 cm3 (Haotian Nitro 125 ST), a w 2019 roku kupiłem sobie już trzeci, duży skuter z silnikiem 250 cm3 – Yamaha Majesty 250. To tak zwany maksiskuter – waży 170 kilogramów i raczej nie jest to optymalny wybór na początek. Ale nadaje się też na jazdę w dalsze trasy niż tylko z domu do biura.

Obecnie jeżdżę głównie na skuterze Yamaha, zamiennie z Haotianem. Skuter 49 cm3 trzymam jednak w garażu, bo chińskie pojazdy bardzo szybko tracą na wartości i skutera nie opłaca mi się sprzedawać. Poza tym, korzysta teraz z niego mój teść.

W dalszej części tekstu odpowiem na najczęstsze pytania, jakie zadają mi znajomi, gdy rozmawiam z nimi o skuterach. Będę też się odwoływał do przepisów zapisanych w Ustawie Prawo o Ruchu Drogowym, zwanej popularnie “Kodeksem Drogowym”. To przydatna wiedza na wypadek ewentualnej sprzeczki z nieświadomymi kierowcami i niestety… taksówkarzami, bo jak się przekonałem podczas wielu rozmów z nimi, po prostu często nie znają przepisów, a lubią się wymądrzać.

Skuterem możesz jechać między samochodami stojącymi w korku

Korki są prawdziwą zmorą większości dużych miast na świecie. Kierowcy bezpowrotnie tracą wiele godzin każdego tygodnia stojąc w korkach. A polskie miasta są jednymi z najbardziej zakorkowanych w Europie.

Sam od urodzenia mieszkam w Warszawie (a więc ponad 40 lat), a od dokładnie 25 lat mam prawo jazdy i jeżdżę własnym samochodem (oczywiście jeszcze jako 17-latek zaczynałem od Malucha). Korki potwornie mnie irytują i uważam, że to straszna strata czasu.

Skuter jest tu prawdziwym wybawieniem. Jadąc na skuterze, nigdy nie stoisz w korku. Gdy trafisz na korek, po prostu wjeżdżasz między stojące samochody i – choć wolniej – jedziesz dalej.

Skutery są wąskie i lekkie, a przez to zwinne. W najszerszym miejscu, czyli na wysokości lusterek wstecznych, mają przeciętnie około 90 cm szerokości. Na skuterze można zatem swobodnie jechać między samochodami stojącymi w korku. Chociaż z perspektywy kierowcy auta miejsca może być niewiele, to jeśli wsiądziesz na skuter, okazuje się, że na wielopasmowej jezdni jest naprawdę sporo miejsca między samochodami. Można swobodnie jechać między autami ze średnią prędkością 30-40 km/h.

Kierowcy skuterów nie stoją zatem nigdy w korkach, a zwinnie przejeżdżają między stojącymi w miejscu autami. I, uwaga, robią to zupełnie legalnie, co wynika z Art. 2 pkt 7 oraz Art. 24 (w szczególności ust. 2 i ust. 10) ustawy „Prawo o ruchu drogowym”. Przepisy zezwalają kierowcom jednośladów na wyprzedzanie samochodów nawet z prawej strony, pod warunkiem, że ci pierwsi zachowują „bezpieczną odległość” (niesprecyzowaną w przepisach) i nie najeżdżają na linię ciągłą.

Jednak, nie oszukujmy się, trudno jest jechać między autami i jednocześnie starać się nie najechać na linię ciągłą, na przykład przy zbliżaniu się do skrzyżowania. Z autopsji jednak wiem, że policja „przymyka oko” na takie przewinienie, a radiowozy również przepuszczają „skuterzystów” przeciskających się między samochodami stojącymi na czerwonym.

Przepisy nieco inaczej traktują kierowców samochodów. Ci, wyprzedzając jednoślady, muszą również zachować „bezpieczną odległość”, tyle że w kodeksie drogowym jest nawet precyzyjnie zapisane, że chodzi o przynajmniej jeden metr (Art. 24 ust. 2).

Stłuczka, roboty drogowe lub inne zwężenie drogi? To też nie problem dla kierowcy skutera, właśnie ze względu na jego szerokość. Skuter zawsze się przeciśnie. Ba – jeśli odcinek drogi jest wyłączony z ruchu samochodów, a często zaledwie kilkanaście metrów dalej jest już droga, wystarczy zsiąść ze skutera i przeprowadzić go, na przykład po chodniku. I ponownie, słupki na krawędziach chodnika zapobiegające parkowaniu aut nie przeszkadzają, bo ze skuterem można się między nimi swobodnie przecisnąć.

Jeśli chodzi o jazdę w korku, to na skuterze jest ona łatwiejsza niż na „dużym” motocyklu. Mały skuter waży na ogół poniżej stu kilogramów i, o czym już wspomniałem wyżej, ma niecały metr szerokości. Motocykl jest średnio przynajmniej dwukrotnie cięższy, a jeśli ma boczne kufry, to jest też znacznie szerszy. W efekcie skuterem jest nie tylko łatwiej jechać między samochodami. Łatwo jest nim też manewrować, np. gdy ktoś zajedzie nam w korku drogę, możemy go objechać z jego drugiej strony.

Dlatego motocykliści zgodnie przyznają, że często małe skuterki z małymi silniczkami w korku przejeżdżają szybciej niż motocykle o potężnych, stukonnych silnikach. Dla porównania: silniki 49 cm3 w małych skuterach mają powalającą na kolana moc ok. 3 KM (koni mechanicznych), a te 125 cm3 – przeciętnie około 11-12, a maksymalnie (to wymóg ustawowy) 15 KM.

Małe gabaryty to nie wszystkie atuty skutera, które ułatwiają jazdę po mieście. Bardzo ważna jest też „automatyczna” (a tak naprawdę bezstopniowa) skrzynia biegów w niemal każdym skuterze. Gdy manetka gazu jest w pozycji „neutralnej”, skuter stoi w miejscu. Gdy dodajesz „gazu” (odkręcasz manetkę), skuter rusza z miejsca i przyspiesza, aż do osiągnięcia swojej prędkości maksymalnej. Aby zwolnić, wystarczy popuścić manetkę gazu i skuter hamuje silnikiem. W razie potrzeby można się oczywiście wspomóc hamulcami (mamy dostępne dwa „ręczne”, czyli „klamki” jak w rowerze – najczęściej lewa klamka to hamulec tylnego koła, prawa – przedniego).

Nie musisz w korku „żonglować” biegami jak w motocyklach i większości aut w Polsce. Jest nawet prościej niż w samochodach z „automatem”, bo te, gdy nie naciskasz żadnego pedału, powolutku jadą same do przodu. Gdy stoisz w korku, musisz ciągle trzymać nogę na pedale hamulca.

W efekcie jazda na skuterze po mieście jest samą przyjemnością. Cały czas poruszasz się do przodu, w najgorszym wypadku będziesz musiał zwolnić do 30-40 km/h czy po prostu przeprowadzić skuter przez bardzo wąskie miejsca lub kawałek chodnika, by za chwilę znów „gnać” 50 na godzinę (lub więcej, jeśli zezwala na to ograniczenie prędkości).

Średnio na skuterze 49 cm3 jeden kilometr trasy w mieście pokonuje się w czasie poniżej dwóch minut, a w przypadku skuterów 125 cm3 to około półtorej minuty. Łatwo zatem zaplanować czas przejazdu. Przykładowo, przejechanie 10-kilometrowej trasy np. z domu do pracy zajmie 15, najwyżej 17 minut, nawet w godzinach szczytu, gdy miasto stoi w korkach. Te dodatkowe dwie minuty to głównie „narzut” spowodowany przez stanie na czerwonym świetle (kilkanaście do kilkudziesięciu sekund na jedno skrzyżowanie).

Należy jedynie pamiętać, by jadąc w korku nie trącać lusterek samochodów. Taki fizyczny kontakt traktowany jest już jako kolizja i jeśli zarysujesz lub uszkodzisz komuś lusterko, ma prawo dokonać naprawy z Twojego OC. I chociaż niektórzy skuterzyści czy motocykliści po potrąceniu lusterka uciekają (kierowca samochodu praktycznie nie ma szans ich dogonić), to jest to wysoce karygodne zachowanie. Dlatego jadąc na skuterze między samochodami zawsze zachowuj wyjątkową ostrożność.

Skuter zaparkujesz (prawie) wszędzie

Kolejnym atutem skuterów jest łatwość parkowania. Skuter jest wąski, to już wiadome. Jest też krótki – ma średnio około dwóch metrów długości. I relatywnie lekki. Zaparkować można go praktycznie wszędzie. Wystarczy skrawek chodnika. Skutery stawiać można zatem nawet bezpośrednio przed wejściem do budynku. Trzeba jedynie pamiętać, by nie przesadzać. Czasem ochrona biurowca może poprosić o przeparkowanie pojazdu kilka metrów dalej, jeśli wejście jest bardzo reprezentacyjne i widok skutera przed obrotowymi drzwiami może efekt „reprezentacyjności” popsuć.

Skuter zaparkowany przed jednym z wejść do Złotych Tarasów (skrzyżowanie ulicy Złotej i Alei Jana Pawła II)

Trzeba też parkować tak, by nie utrudniać ruchu po chodniku pieszym. Należy pamiętać, że „pieszy” to także inwalida czy kobieta z wózkiem, która nie przeciśnie się, jeśli postawisz skuter tak, że dla pieszych zostanie tylko pas chodnika o szerokości kilkudziesięciu centymetrów. Abstrahując od faktu, że zgodnie z przepisami, należy zostawić dla pieszych przynajmniej półtora metra chodnika (to wartość z kodeksu drogowego – Art. 47 ust. 1 pkt 2).

Jeśli zatarasujesz chodnik, to oprócz mandatu, piesi mogą w złości porysować Ci skuter, pociąć siedzisko czy przewrócić pojazd. Ale jeśli skuter postawisz „przylepiony” do ściany budynku, tak by nikomu nie wadził, na pewno nic mu się nie stanie. Aby być w zgodzie z przepisami, należy go stawiać przy krawędzi jezdni (Art. 47 ust. 2), ale osobiście „przylepiam” go do ścian i jeszcze żaden strażnik miejski nie zwrócił mi z tego powodu uwagi.

Jeśli nie masz bardzo drogiego pojazdu (np. skuter z supermarketu), nie powinieneś się też obawiać kradzieży. Skutery ważą blisko sto kilogramów (lub więcej), więc nie da się ich „wziąć pod pachę” jak rower. Mają też blokadę kierownicy, a niektóre nawet mają alarm, więc próba ruszenia ich z miejsca zaalarmuje wszystkich wokoło.

Dla świętego spokoju można skuter przypiąć do latarni grubym łańcuchem, dostępnym w każdym sklepie rowerowym czy motoryzacyjnym. Osobiście swoich skuterów nigdy nie przypinam. Ale żaden z nich nie wygląda szczególnie reprezentacyjnie, więc pewnie moimi skuterami złodzieje po prostu gardzą.

Skuter parkujesz za darmo

A co ze strefami płatnego parkowania? Tu też dobra wiadomość. Nie obowiązują pojazdów jednośladowych, w tym motocykli, motorowerów i skuterów (tak formalnie rzecz biorąc, skuter z silnikiem 49 cm3 jest motorowerem, a taki z większym silnikiem – motocyklem).

Parkujesz zawsze za darmo. Wyjątkiem jest jedynie Gdynia, gdzie motocykliści muszą płacić za postój. Ale to jedyne takie miasto w Polsce.

Skutery zaparkowane kilkadziesiąt metrów od kolumny Zygmunta. Pamiętaj, by nie blokować skuterem dostępu do parkomatów, bo biedni kierowcy aut zmuszeni są z nich korzystać, jeśli chcą zaparkować. Ty nie 🙂

Jeszcze mała wskazówka. Jeśli jedziesz na spotkanie w miejsce, którego dobrze nie znasz (np. do którejś z kawiarenek w centrum miasta), odpal na komputerze Google Street View i zobacz, jak wyglądają okolice Twojego spotkania. Czy jest gdzie postawić skuter. Wówczas nic Cię nie zaskoczy.

Benzyna jest droga? Skuter malutko pali!

To jeszcze nie koniec zalet skuterów. W czasach, gdy za litr benzyny czy oleju napędowego płacić musimy pięć złotych, na pewno miłą będzie informacja, że skutery zadowalają się naprawdę symboliczną ilością paliwa. Małe skutery z silnikami czterosuwowymi 49 lub 125 cm3 spalają średnio 2-2,5 litra Pb95 na sto kilometrów (w mieście czy poza miastem, nie ma znaczenia, bo skutery nie spalają paliwa na marne, stojąc w korkach). Skutery dwusuwowe (2T) spalają trochę więcej, nieco ponad 3 litry.

Na skuterze możesz zatem przejechać 200 kilometrów na 4 litrach paliwa, czyli za 20 złotych. Przyjmując założenie, że codziennie dojeżdżasz do pracy 10 kilometrów w jedną stronę, to w miesiącu przejedziesz około 400-500 kilometrów. A za paliwo zapłacisz około 50 złotych. Jazda na skuterze jest więc tańsza niż komunikacją miejską, nawet jeśli korzystasz z biletu miesięcznego!

A jeśli przyrównać te kwoty do jakichkolwiek innych środków komunikacji, jak taksówki, Uber, Bolt, a nawet hulajnogi elektryczne, to ta różnica staje się jeszcze większa.

Same zalety i kilka wad

Oczywiście nie chcę nikogo przekonywać, że skuter jest pozbawiony wad. Bo oczywiście nie jest. Po pierwsze, małe skutery 49 cm3 są po prostu wolne. Rozpędzają się maksymalnie do 45 km/h, chociaż w rzeczywistości większość z nich jest „odblokowana” i osiąga prędkość ponad 60 km/h.

Taka prędkość poruszania się jest wystarczająca w mieście, ale jeśli zechcesz się wybrać w dalszą podróż, np. do innego miasta, nie dość, że jechać będziesz w nieskończoność, to jeszcze będziesz zawalidrogą. Czasem spotkać można skuterzystów, którzy jadę pasem awaryjnym lub poboczem, dla własnego bezpieczeństwa. Pomijając fakt, że skuterom (a konkretnie motorowerom) na autostradę wjeżdżać nie wolno, bo w świetle obowiązujących przepisów (art. 2 pkt 32) nie są pojazdami silnikowymi (jakkolwiek niedorzecznie to brzmi).

Po drugie, pogoda nie zawsze jest przyjazna kierowcom motocykli (czy rowerów). Gdy aura się pogorszy i pada deszcz, jazda na skuterze nie jest już tak przyjemna. Musisz mieć odpowiednie ubranie, odpowiednie obuwie, a i tak pewnie zmokniesz. A nawet gdy nie pada, możesz porządnie zmarznąć. Nawet w 30-stopniowym upale, przy prędkości 60 km/h skuterzystom jest zimno, gdy jadą w samym t-shircie i krótkich spodenkach. Oczywiście taki ubiór na motocykl czy nawet mały skuter jest wysoce nieodpowiedzialny i zalecam zawsze zakładanie odzieży ochronnej (jak to mówią motocykliści – lepiej się wypocić, niż wykrwawić).

Po trzecie, skuter jest wygodny najczęściej tylko wtedy, gdy podróżuje nim jedna osoba. Duże skutery, zwane też „maksiskuterami” mają wygodne siedzisko dla dwóch osób. Jednak całej czteroosobowej rodziny nie zabierzesz na zakupy „do centrum” na skuterze. Przynajmniej legalnie, bo fizycznie na skuterze da się jechać w dwie osoby dorosłe plus troje małych dzieci, plus jeszcze pies – to w Azji widok dość powszechny. Ale w Polsce taka jazda grozi zatrzymaniem prawa jazdy na trzy miesiące (za przewożenie większej liczby pasażerów niż określona w dowodzie rejestracyjnym pojazdu).

A jeśli żona wyśle Cię na zakupy, to możesz sobie pozwolić co najwyżej na transport kilku kajzerek, kartonu mleka i butelki wody. Więcej się nie zmieści w schowkach skutera (największy jest pod siedziskiem). W dużych skuterach można zmieścić kilka butelek wody. No chyba że masz kuferek (mocowany za siedziskiem), to wtedy przestrzeń bagażowa się podwaja, ale dużych, „piątkowych” zakupów z supermarketu na pewno do domu na skuterze nie przywieziesz.

Czy jest bezpiecznie?

Gdy rozmawiam z osobami, które nigdy nie jeździły na motocyklach (czy skuterach), prawie zawsze zadają mi pytanie, czy jazda na skuterze po mieście (zwłaszcza tak zakorkowanym i pełnym agresywnych kierowców jak Warszawa) jest bezpieczna. O motocyklistach przecież często mówi się „dawcy”, w dodatku powszechnie wiadomo, jak katastrofalne skutki ma zderzenie motocykla z samochodem. A w mieście jest ciasno, samochodów mnóstwo i o kolizję nietrudno.

Na szczęście sytuacja nie jest taka zła, jeśli przestrzegasz kilku ważnych zasad. Po pierwsze, pamiętaj, że jadąc na skuterze nie masz praktycznie żadnej ochrony ciała. Twoją głowę w pewnym stopniu chroni kask, a tułów i kończyny – opcjonalne rękawice, kurtka czy odpowiednie spodnie. Taki zestaw pozwoli uniknąć zdarcia skóry, gdy wywrócisz się na drodze i przejedziesz „tyłkiem” po asfalcie. Niestety każda wywrotka jest nieprzyjemna i kończy się przynajmniej potłuczeniami czy otarciami, a często także złamaniami kości.

A już uderzenie w samochód, nawet przy prędkości rzędu 40 km/h (która wydaje się niewielka dla kierowcy samochodu) może mieć śmiertelne skutki. Gdy jedziesz na skuterze, cały czas o tym pamiętaj. Musisz mieć oczy dookoła głowy. Zdarza się, że kierowcy samochodów ignorują jadących na skuterze czy motocyklu i wymuszają pierwszeństwo, włączając się do ruchu czy wyjeżdżając z drogi podporządkowanej. Jeśli jedziesz drogą główną i widzisz auto wysuwające się z prawej strony z bocznej uliczki, bądź gotowy do hamowania awaryjnego (zmniejsz prędkość i połóż palce na obu klamkach hamulców).

Wymuszający pierwszeństwo zdarzają się w Warszawie niestety dość często. Mnie jeszcze żaden nie zaskoczył, ale to tylko dlatego, że każdego na bocznej uliczce traktuję jako potencjalnego kandydata do wyjechania prosto pod moje koła (warto spróbować nawiązać z takim kierowcą kontakt wzrokowy, co zwiększa szanse, że Cię widzi).

Należy też wyjątkowo uważać przy przejeżdżaniu przez wszystkie skrzyżowania z sygnalizacją świetlną. Nawet jeśli masz zielone światło, może się zdarzyć cwaniak, który chce jeszcze przeskoczyć „na późnym pomarańczowym” (zwanym też przez niektórych „różowym”). Jeśli uderzy Cię w bok lub Ty uderzysz w niego – po Tobie. Dlatego przejeżdżając przez skrzyżowanie, bacznie obserwuj auta po obu stronach drogi. A już zwłaszcza na skrzyżowaniach równorzędnych. Nie każdy stosuje się do zasady „ten z prawej ma pierwszeństwo”. Jadąc skuterem nie „siłuj się” z cwaniakami. Ustąp im, bo ewentualna kolizja to dla niego wgniecenie na masce, a dla Ciebie szpital lub kaplica.

Bardzo ostrożnym trzeba być podczas jazdy w korku między samochodami. Nie wszyscy polscy kierowcy są przyzwyczajeni do motocykli i skuterów. Nadal są one jeszcze dość rzadkie na naszych ulicach. W efekcie często nie spoglądają w lusterka podczas manewru zmiany pasa ruchu. A już zwłaszcza w korku, gdy każdemu się spieszy i nagle dostrzeże wolne miejsce na pasie obok. Bach! Błyskawicznie, bez kierunkowskazu, przeskakuje na nowy pas, zanim miejsce zajmie ktoś inny. Jeśli akurat znajdziesz się na jego wysokości na skuterze, kolizja murowana.

Dlatego jadąc w korku, ponownie, bądź nadzwyczaj czujny. Auto, które „znosi” w kierunku linii rozdzielającej pasy jezdni, prawdopodobnie szykuje się do zmiany pasa. Przyhamuj przed takim pojazdem.

Samochód, który ciągle „mruga” światłami stopu, to też często niezdecydowany kierowca, który nie ma pewności, czy zostać na swoim pasie, czy może przeskoczyć na inny, „a może szybszy”. Oczywiście pominąwszy tak zbędne czynności, jak upewnienie się w lusterku, czy nikt nie nadjeżdża (bo „kto ma jechać, skoro wszyscy stoją w korku?”), czy włączenie kierunkowskazu z minimalnym choć wyprzedzeniem.

Kierowcy, którzy kręcą głowami na boki czy dziwnie często spoglądają w lusterka boczne (widać ich twarze w lusterkach), to też potencjalni kandydaci do szybkiej „hopki” na sąsiedni pas.

W końcu, zdarzają się kierowcy złośliwi, którzy widząc motocyklistów jadących między autami nie mogą znieść myśli, że sami stoją w korku. I jak motocykl się zbliża, to zajeżdżają mu drogę. Albo wersja ekstremalna: bach! Otwierają tuż przed nim drzwi. A nawet jeśli nie robią tego złośliwie, to gdy stoją w ogromnym korku mogą nagle wpaść na pomysł, że szybko wyskoczą z auta i wyciągną sobie coś z bagażnika. Taki przypadek jest nawet uwieczniony na poniższym filmie. Przed motocyklistą drzwi otwiera taksówkarz, co kończy się niegroźną kolizją.

Jeśli nie jedziesz szybko, wjechanie w drzwi auta kończy się najczęściej tylko potłuczeniami, ale także uszkodzeniami skutera, auta i – oczywiście – niepotrzebnymi nerwami.

Spotkałem się z opiniami motocyklistów, że poczuli się bezpieczniej jadąc w korku… po wymianie wydechu na głośniejszy (w ramach dozwolonej przepisami emisji hałasu). Wcześniej bywało, że byli dla aut nie tylko niewidoczni, ale i niesłyszalni. A tak, nawet jeśli ich nie widać, to słychać, że nadjeżdżają i kierowcy ustępują im drogę.

Niektórzy starzy „wyjadacze” zachęcają do jazdy w korku z włączonymi światłami drogowymi (tzw. „długimi”). W ten sposób kierowcy nawet nie muszą spojrzeć w lusterka, by „coś” im tam błysnęło w oczy. Z drugiej jednak strony oślepianie innych kierowców światłami drogowymi jest wykroczeniem, za które możemy być ukarani mandatem

Przepisy mówią, by kierując dowolnym pojazdem jechać prawym pasem ruchu, możliwie blisko prawej krawędzi jezdni (Art. 16 ust. 4). W praktyce jednak wolna jazda tuż przy krawężniku na skuterze jest po prostu bardzo niebezpieczna. Kierowcy samochodów skutery (a nawet motocykle) wyprzedzają dosłownie „na milimetry” (chociaż przepisy nakazują im zachowanie bezpiecznej odległości minimum jednego metra od jednośladów).

Jeśli jedziesz zbyt blisko prawej krawędzi jezdni, będą Cię wyprzedzali nawet nie zmieniając pasa i mogą Cię nawet trącić lusterkiem w łokieć! Albo zepchnąć na krawężnik – i wywrotka gwarantowana. Czy myślisz, że w takim wypadku winny kierowca się zatrzyma? Absolutnie nie. Pojedzie dalej, a Ciebie, poturbowanego, zostawi na poboczu.

Dlatego przepisy przepisami, ale dla swojego bezpieczeństwa powinieneś „zapewnić” odpowiednią ilość miejsca na bezpieczne wyprzedzanie. Tak by cwaniacy nie próbowali się wcisnąć na wąskiej dwukierunkowej drodze między Ciebie, jadącego przy krawędzi, a samochód nadjeżdżający z przeciwka. W takim wypadku mogą potrącić albo Ciebie, albo doprowadzić do zderzenia czołowego z pojazdem na sąsiednim pasie (lub przynajmniej pourywać mu i sobie lusterka).

Dlatego osobiście sugeruję mimo wszystko jechać środkiem pasa. Jako kierujący jednośladem mam takie same uprawnienia jak każdy inny pojazd i nie mam obowiązku wpuszczać innych na swój pas. Nie wolno jedynie zajmować jednocześnie dwóch pasów (Art. 16 ust. 4), co autem jest możliwe, ale skuterem już nie.

W ten sposób na pasie zostaje zbyt mało miejsca, by zmieścił się obok mnie samochód i tym samym „zmuszam” kierowców do zmiany pasa przy wyprzedzaniu. A jeśli ktoś mnie wyprzedza i jedzie zbyt blisko (a długim ciężarówkom zdarza się za szybko powracać na swój pas ruchu po manewrze wyprzedzania), mam po prawej „bufor”, który mogę wykorzystać by uciec w prawo, gdy wyprzedzający pojazd znajdzie się zbyt blisko mnie.

Kodeks drogowy nie zakazuje kierowcom jednośladów jazdy środkiem pasa. Są przecież pełnoprawnymi pojazdami na drodze, więc za jazdę środkiem pasa nie dostaniesz mandatu. Podobna reguła tyczy się zresztą jazdy na rowerze – bezpieczniej jest jechać metr od krawędzi jezdni, niż tuż przy samym krawężniku. A jeśli zdarzy się, że ktoś na Ciebie zatrąbi próbując Cię zmusić do zjechania – zignoruj go. Jemu się tylko spieszy, a Ty zapewniasz sobie bezpieczeństwo i znacząco zwiększasz swoje szanse na przeżycie na drodze.

Warto także wyposażyć się w kamizelkę odblaskową, zwłaszcza jeśli zamierzasz jeździć na skuterze po zmroku.

Zauważyłem ponadto, że gdy mam przymocowaną do kasku kamerę, kierowcy wyraźnie bardziej na mnie uważają. Wcześniej, gdy jeszcze jeździłem wolnym skuterem 49 cm3, częściej zdarzało im się zajeżdżać mi drogę podczas jazdy między samochodami w korku czy próbować zmusić mnie do zjechania na pobocze (trąbieniem czy mruganiem światłami). Gdy jednak widzą u mnie kamerę, są znacznie bardziej uprzejmi. Chętnie ustępują miejsca w korku, wyprzedzają mnie zachowując duży, bezpieczny odstęp. Może obawiają się, że ich chamskie zachowanie zostanie przedstawione na filmie na YouTube? I słusznie, niech się boją! Dlatego okazuje się, że niezłym pomysłem jest przymocowanie kamery do kasku. Nawet jeśli to tylko atrapa.

Ale nawet gdy na drodze jest pusto, też nie możesz się czuć w stu procentach bezpiecznie. Jedziesz tylko na dwóch kołach, więc o wywrotkę nietrudno. Wystarczy wjechać w większą dziurę (a tych w polskich drogach nie brakuje) lub najechać na kamień (lub… rozjechanego psa). Nawet wchodząc w zakręt powinieneś zwolnić, bo niewielka ilość piasku na asfalcie spowoduje, że koło momentalnie traci przyczepność. Podobnie zresztą w czasie deszczu. Dlatego uważaj, obserwuj nawierzchnię drogi (pod kątem dziur, kamieni, żwiru) i nie szalej, a zakręty pokonuj z mniejszą prędkością.

I nigdy, przenigdy nie hamuj na zakrętach gdy jest ślisko lub gdy na jezdni widać piach lub żwir. Sam w ten sposób zaliczyłem swoją jedyną (na szczęście niegroźną) wywrotkę – widać ją na filmie poniżej.

Stosując się do tych kilku prostych wskazówek przekonasz się, że na skuterze można się przemieszczać po ulicy bezpiecznie i bezstresowo. Jak wspomniałem na początku, jeżdżę na skuterze od blisko 10 lat i w tym czasie zaliczyłem tylko jedną bardzo niegroźną wywrotkę (film wyżej). Poza tym nie miałem żadnych innych przygód na drodze, a miesięcznie pokonuję co najmniej tysiąc kilometrów na skuterze.

Czego jeszcze nie każdy wie o skuterach

Skutery każdy z nas widział w supermarketach. Stoją koło rowerów, a te chińskie („marketowe”) kosztują często mniej niż przyzwoity rower górski. Najtańsze w promocjach można kupić już za 1500 złotych. Przeciętnie kosztują od 1800 do nieco ponad 3000 złotych za tzw. „chińczyki”. To skutery produkowane w Chinach i firmowane przez chińskie firmy (Boatian, Benzer, Kingway, Keeway, Zumico), chociaż „chińczykami” są też skutery polskich firm takich jak Romet, Router, Junak czy Zipp. Droższe (od 4 tys. zł w górę) są skutery tajwańskie (Kymco, Sym), cieszące się opinią solidniejszych i bardziej niezawodnych. Ale jeśli kogoś stać, może szarpnąć się na skuter „markowy”, firm japońskich (Honda, Yamaha, Suzuki) lub włoskich (Piaggio Vespa, Aprilia, Gilera). Ceny – od 6 tys. złotych w górę (średnia w okolicach 10 tys. zł).

Czym różnią się od siebie skutery „chińskie” od „markowych”? Oczywiście jakością wykonania. Począwszy na niskiej jakości plastików i śrubek wkręcanych w plastikową obudowę (po jednorazowym wykręceniu gwint w plastiku się wyrabia i śruba po ponownym wkręceniu nie daje się już „dokręcić”), poprzez trzeszczące siedziska czy amortyzatory, aż po niedokładnie wykonane elementy silnika. Jeśli trafimy na gorszy egzemplarz skutera chińskiego, częste wizyty w serwisie będą nieuniknione. Markowe skutery są bardziej długowieczne.

Ale chińczyków nie należy się przesadnie bać. Sam mam dwa chińczyki (Zipp i Haotian) i chociaż zaliczyłem już kilka usterek, to najczęściej nie były duże. W skuterze Zipp, który kupiłem nowy, część usterek usunięto nieodpłatnie w ramach gwarancji.

Jeśli przyszło już za coś płacić, to niewielkie kwoty (kilkadziesiąt do stu kilkudziesięciu złotych). Bo to właśnie atut chińczyka. Części do niego są bardzo tanie. Na przykład kompletny zestaw: tłok, cylinder, głowica, pierścienie kosztuje na Allegro około 70 złotych.

Dobrze jest do skutera podejść czysto użytkowo i przy zakupie nie kierować się emocjami. W skuterze najprawdopodobniej nie zakochamy się tak, jak moglibyśmy zakochać się w motocyklu (chociaż są tacy, którzy nocami śnią o Vespach…). Dlatego jeśli w ogóle myślisz o kupnie skutera, skup się na jego cechach praktycznych. Ma po prostu jeździć i nie przeszkadzać w użytkowaniu. Powinien być tani w eksploatacji i w miarę niezawodny.

Użytkownicy skuterów często polecają kupno kilkuletniego skutera markowego zamiast nowego „chińczyka”. Jest to też pewne rozwiązanie, ale nie bój się skuterów chińskich.

Atutem skutera nowego jest dwuletnia gwarancja (przez niektóre sklepy wydłużana nawet do trzech lat). O ile tylko stosujesz się do zaleceń producenta, pojeździsz takim skuterem dwa-trzy lata bezstresowo, bo ewentualne awarie usuwane są nieodpłatnie. Warto od razu przy zakupie dopytać sprzedawcę, czy zapewni transport skutera do serwisu w razie gdy ten stanie nam na drodze. Wiele salonów nieodpłatnie oferuje taką usługę.

Ukryte koszty

Osoby przymierzające się do kupna skutera zastanawiają się też często, jakie „ukryte koszty” wiążą się z jego użytkowaniem. Dobra wiadomość: jedyne opłaty, jakie trzeba pokryć, to koszt rejestracji (jednorazowa opłata ok. 110 zł, formalności załatwiane są w jeden-dwa dni robocze) oraz obowiązkowe ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej (OC) – od około 50 do 150 złotych rocznie, zależnie od zniżek. No i oczywiście benzyna, ale to niewielki koszt, o czym pisałem wcześniej.

Plus jeszcze olej silnikowy, około 20 złotych za butelkę 1 l. Jeśli silnik jest sprawny, to taka butelka spokojnie wystarczy na rok.

Jakim skuterem pojedziesz bez prawka

Skutery dzielimy na dwie grupy: motorowery i motocykle. Motorowery to pojazdy z silnikiem o pojemności 49 cm3, które poruszają się z prędkością maksymalną 45 km/h (ograniczoną fabrycznie). Pojazdy tego typu jeszcze do niedawna były najpopularniejsze w Polsce, bo do jeżdżenia na nich nie jest potrzebne prawo jazdy. Osobom pełnoletnim wystarczy tylko dowód osobisty.

Na motorowerze możesz się na przykład poruszać wtedy, gdy zostanie Ci zatrzymane samochodowe prawo jazdy (na przykład za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym o 50 km/h). Na motorowerach mogą też jeździć nastolatkowie, ale w razie kontroli drogowej muszą się wylegitymować się kartą motorowerową (dostępna od 14 roku życia; trzeba zdać prosty egzamin).

Kilka lat temu wprowadzono nowelizację ustawy Prawo o Ruchu Drogowym i umożliwiono jazdę na skuterach z silnikiem 125 cm3 (formalnie to już motocykle), których moc silnika nie przekracza 11 kW (15 KM) posiadaczom prawa jazdy kategorii B. Zmiana ta spowodowała gwałtowny spadek zainteresowania motorowerami, bo chętni na zakup skuterów rzucili się – i słusznie – na modele 125 cm3.

Skutery takie mają już bardzo dobre przyspieszenie, porównywalne z typowymi samochodami. Osiągają też wysokie prędkości, nawet 100 km/h, więc w mieście nigdy nie są „zawalidrogami”. Dlatego jeśli myślisz o zakupie skutera i masz prawo jazdy kategorii B, zdecydowanie bierz pod uwagę tylko modele 125 cm3, a z tych 49 cm3 zrezygnuj.

Skutery z silnikami większymi niż 125 cm3 wymagają już motocyklowego prawa jazdy, czyli kategorii A.

Tuning i „odblokowywanie” skuterów

Motorowery, czyli skutery z silnikami o pojemności 49 cm3 i nieprzekraczające prędkości 45 km/h tak naprawdę są fabrycznie „tłumione”, by spełniać wymogi prawa. Współczesne silniki nawet o tak niedużych pojemnościach skokowych umożliwiają jazdę nawet z prędkościami rzędu 80 km/h. Dlatego w skuterach montuje się specjalne elementy (np. chip elektroniczny) ograniczające prędkość maksymalną. Tymczasem wymiana chipu i zdjęcie ogranicznika (tzw. „odblokowanie”) to koszt od kilkudziesięciu do stu złotych. Operację wykonuje niemal każdy serwis skuterowy. Po odblokowaniu motorower rozpędza się już nie do 45, a średnio 65 km/h. Dlatego praktycznie wszystkie motorowery (w tym skutery 49 cm3), jakie spotykamy na polskich ulicach (można je rozpoznać po malutkich tablicach rejestracyjnych; motocykle mają większe tablice), poruszają się z prędkościami znacznie przekraczającymi przepisowe 45 km/h.

Skutery poddawane są ponadto dalszemu „tuningowi”, czyli wymieniane są w nim elementy silnika czy wydechu (np. cylinder z fabrycznych 49 cm3 na 72 cm3). Po takich modyfikacjach skutery są w stanie rozpędzić się do prędkości nawet przeszło 100 km/h. Oczywiście jazda na takim skuterze, zarejestrowanym jako „motorower”, jest nielegalna, nawet po samym podstawowym zdjęciu blokady prędkości – chyba że użytkowany jest jedynie na torach wyścigowych.

Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?

Nikt nie zna dokładnych statystyk, ale prawdopodobnie 90% „motorowerów” jeżdżących po polskich ulicach jest odblokowanych, czyli ma przynajmniej wymieniony chip ograniczający maksymalną prędkość do 45 km/h. Użytkownicy tych skuterów poruszają się po drogach z prędkościami średnio na poziomie 60 km/h. Jakie konsekwencje grożą Ci w sytuacji, gdy zostaniesz złapany przez policję podczas jazdy z prędkością 60 czy 70 km/h? Na pewno zostanie Ci odebrany dowód rejestracyjny skutera, a pojazd zostanie skierowany na badanie techniczne, mające wykazać, że spełnia wymogi rejestracji jako „motorower”. W takiej sytuacji wypadałoby ponownie założyć wszystkie fabryczne blokady i z „przyduszonym” skuterem udać się na przegląd. Albo pojechać skuterem odblokowanym i liczyć na to, że panowie podczas kontroli uwierzą na słowo, że „skuter jedzie maksymalnie 45 km/h, do 50 to może i się rozpędzi, ale najwyżej z górki!”. Jeśli Twój skuter badanie przejdzie pozytywnie, odzyskasz dowód rejestracyjny.

Dlatego jeśli chcesz być uczciwy, najlepiej nie zdejmuj blokad ze skutera z silnikiem 49 cm3, a najlepiej po prostu kup skuter 125 cm3.

Skutery z silnikami 125 cm3 niewiele więcej, a rozpędzają się przynajmniej do 90 km/h (fabrycznie, bez żadnych modyfikacji, tuningu czy „odblokowywania”). Jedyna różnica jest taka, że wymagane jest prawo jazdy kategorii B (oraz oczywiście A).

W co się ubrać?

Przepisy nakazują jazdę na skuterze (motocyklu) w kasku ochronnym, niezależnie od rodzaju nawierzchni (na drogach gruntowych również!). To jedyny wymóg prawny. Najtańszy kask kosztuje już poniżej 20 złotych, ale pamiętaj, by na kasku nie oszczędzać – wszak chodzi o Twoje zdrowie, a nawet życie. Kask za 20 złotych traktuj raczej jako zabawkę, bo w razie upadku nie zapewni Ci należytej ochrony, a nawet może być niebezpieczny (gdy pęknie, jego skorupa może Ci się wbić w głowę, ałć!). Stanowić może jedynie „atrapę” na wypadek kontroli drogowej.

Na kask bezszczękowy trzeba wydać przynajmniej sto złotych, a szczękowe są jeszcze droższe – od 200 złotych wzwyż. Zwracaj uwagę, czy kask spełnia europejskie normy bezpieczeństwa ECE 22/05. Motocykliści twierdzą, że norma europejska jest bardzo liberalna i nie gwarantuje bezpieczeństwa takiego, jakiego wymaga np. norma amerykańska DOT. Przyjmij, że dobry kask kosztuje przynajmniej kilkaset złotych (a bardzo dobry – powyżej tysiąca).

Skuterzyści przemieszczają się na swoich pojazdach wolniej niż motocykliści, więc i użytkowane przez nich kaski nie muszą być aż tak „wyczynowe”. Oczywiście zachęcam do kupna jak najlepszego kasku, na który pozwala Ci budżet. Sugeruję też jednak kupno kasku szczękowego. Jest bezpieczniejszy w razie wywrotki (chroni brodę), ponadto znacznie cieplejszy w chłodne dni.

Pozostałe elementy ubioru, jak kurtka ochronna, rękawice, spodnie czy buty nie są prawnie wymagane, chociaż na pewno poprawią Twoje bezpieczeństwo, a w razie wywrotki, gdy przejedziesz się kilka czy kilkanaście metrów po asfalcie, odpowiedni strój uchroni Cię od bolesnych ran. Skuterzyści raczej nie wciskają się w ochronne „skafandry”, jednak sugeruję zakup przynajmniej przyzwoitych rękawic motocyklowych (od około 100 zł w górę). Nawet głupia wywrotka przy praktycznie zerowej prędkości kończy się kontaktem dłoni z asfaltem, więc jeśli nie chcesz sobie zedrzeć paluchów, warto jeździć w rękawicach.

Sezon motocyklowy (i skuterowy) za chwilę się zacznie, więc skuterzyści wskoczą na swoje pojazdy ubrani jedynie w krótkie spodenki, t-shirty i sandały. I choć przyjemnie jest poruszać się na skuterze w takim stroju w upał, to należy pamiętać, że nawet najzwyklejsza wywrotka przy niewielkiej prędkości skończy się nieprzyjemnymi otarciami skóry i ranami.

A jak ubrać się teraz, gdy temperatura wciąż jest poniżej dziesięciu stopni? Najlepiej zakupić tzw. odzież termoaktywną, czyli kalesony (ok. 60-80 zł), które zakłada się pod spodnie (np. jeansy). Warto mieć na podorędziu spodnie przeciwdeszczowe z gumową membraną, które zakładamy np. na jeansy i które chronią nas przed wiatrem i deszczem. Do tego trzy-cztery warstwy na górną część tułowia (np. t-shirt, bluza lub dwie, a na wierzch sugeruję ciepłą kurtkę motocyklową z ochraniaczami – to koszt około 300 zł). Na głowę kominiarka termoaktywna (koniecznie z długim kołnierzem, by dobrze chroniła szyję przed wiatrem; ok. 50 zł), na ręce ciepłe rękawice (koniecznie długie, żeby również chroniły przed wiatrem i deszczem dostającym się pod rękawy). A na nogach solidne, wodoodporne obuwie.

Z takim zestawem możesz jeździć nawet przy temperaturach niewiele ponad 0 stopni Celsjusza i nie poczujesz chłodu, a deszcz nie będzie szczególnie uciążliwy (naprawdę!). A gdy temperatura spadnie poniżej zera, jednoślad najlepiej odstawić do garażu. Da się co prawda jeździć przy ujemnych temperaturach (znam wielu motocyklistów, którzy jeżdżą okrągły rok), ale wymaga to już wysokich umiejętności i opanowania pojazdu na śliskiej nawierzchni.

Skuter to też pojazd dla biznesmena!

Skutery mają dużą zaletę nad motocyklami, jeśli potraktować je jako pojazdy służące do dojazdu do pracy albo na spotkania biznesowe. Ze względu na relatywnie niskie osiągane prędkości „pancerny” strój motocyklowy nie jest konieczny. Na skuter wsiąść można nawet w garniturze (trzeba jedynie pamiętać o kasku!). Na skuterze siedzi się jak na krześle (przeciwnicy skuterów złośliwie twierdzą, że bardziej jak na… muszli klozetowej), nie ma się „rozkraczonych” nóg jak na motocyklu, więc ryzyko pogniecenia spodni (nawet świeżo wyprasowanych) jest niewielkie. Nawet samo wsiadanie i zsiadanie ze skutera jest wygodne, ze względu na „szczelinę” między siedziskiem a kierownicą. Nie ma potrzeby zadzierania nóg do góry przy wsiadaniu, jak w przypadku motocykli. Nawet delikatne spodnie nie porwą się w kroku.

Docenią to także panie, które na skuterach mogą jeździć nawet w spódnicach, bez konieczności podwijania ich do góry jak w przypadku motocykli. Gorzej, jeśli zechcesz zabrać żonę (lub dziewczynę) na skuterze jako pasażerkę. Pasażer siedzi już na skuterze okrakiem, więc powinien (powinna) mieć raczej spodnie, niż krótką spódniczkę.

Tomasz Kammel w garniturze na swoim skuterze Vespa (fot. Pudelek.pl)

Dlatego nierzadko można spotkać eleganckich, modnie ubranych panów (czy panie) w centrum miasta właśnie na skuterach. Co więcej, skuter może być elementem mody, a najmodniejszym skuterem jest właśnie Vespa. Właściciele takich skuterów często dobierają nawet kolor ubioru do koloru swojego pojazdu. Tak też można.

Biorę skuter. Ale… jaki?

Jeśli powyższy opis zachęcił Cię do kupna skutera (lub zakup takiego pojazdu był już przez Ciebie planowany wcześniej), warto zastanowić się nad tym, jaki skuter wybrać. Za chwilę wiosna, więc warto już teraz rozważyć zakup skutera, żeby być gotowym na zaczynający się właśnie sezon skuterowy.

Jeśli masz prawo jazdy kategorii B, zdecydowanie bierz pod uwagę wyłącznie skuter 125 cm3. Jeśli masz ograniczony budżet, rozważ zakup skutera chińskiego. Naprawdę, nie ma się co bać takich skuterów. Usterki zdarzają im się dość często, ale najczęściej to jakieś pierdoły (np. nie działa przełącznik świateł długich, albo przestaje działać prędkościomierz), których naprawa to koszt kilkudziesięciu złotych.

Markowy skuter 125 cm3 to koszt od około 8 do 20 tysięcy złotych za pojazd nowy. Używany w dobrym stanie można kupić za 4-5 tys. złotych.

Warto też rozważyć zakup skutera elektrycznego. Niestety te tańsze za kilka tysięcy złotych mają osiągi porównywalne do motorowerów – czyli rozpędzają się najwyżej do 45 km/h.

Ale jeśli masz odpowiednio dużo gotówki, to możesz kupić prawdziwego szatana. Skuter BMW C Evolution, którym można jeździć z prawem jazdy kategorii B, a który przyspiesza niczym sportowy samochód. Ale kosztuje ponad 60 tysięcy złotych…

Wybór skuterów jest ogromny i zamierzam poświęcić odrębny wpis polecanym przeze mnie modelom.